GEOkuchnia

to głównie miejsce przeznaczone dla Was...

Moderator: Moderatorzy

Awatar użytkownika
Książe
Nowy na forum
Posty: 9
Rejestracja: czwartek 04 lipca 2013, 11:21

GEOkuchnia

Post autor: Książe » poniedziałek 11 listopada 2013, 14:55

Uwaga wegetarianie! Post zawiera śladowe ilości mięsa!
Aby forum nie było tylko miejscem notorycznego toczenia piany, proponuje luźne rozmówki o jednej z moich życiowych pasji - jedzeniu!
O ile niektórzy zbierają miejskie skrzynki w drodze do domu, pracy czy na zajęcia - są i tacy którzy wolą dłuższe wędrówki przez góry i lasy, planując sobie długie geocachingowe trasy. Amatorzy takich wycieczek nie wmówią mi, że da się ten czas przeżyć o pustym żołądku.
I to właściwie główne pytanie tego wątku: Co zabieracie ze sobą jako prowiant na wyprawy? Nie ruszacie się z domu bez termosu z kawą czy wystarczy wam paczka chipsów zakupiona w biedronce czy innej żabce. Może przyrządzacie w domu coś specjalnego (np. zbożowe batoniki dodające energii, geo-kanapki?)

Mogę tu podać stary jak świat przepis na suszone mięso. Tutaj akurat w wykonaniu podróżnika - Adama Rugali:
http://rugala.pl/blog/2010/12/suszenie-miesa/
Takie "mięsne kąski" to dobra sprawa, szczególnie że temperatury spadają i dobrze mieć co ugryźć :)

Jak dla mnie, prowiant geocacher'a powinien składać się z:
- suszonego/wędzonego mięska - np. kabanosów
- tabliczki czekolady
- termosu z kawą/herbatą
- suchej przekąski, pokroju paluszków/ciastek/herbatników

A jeśli nic konkretnego nie przychodzi do głowy to może wysilmy tu nasze mózgownice i opracujmy jakiś wysokokaloryczny prowiant na keszerskie wojaże.

Zapraszam do dyskusji! (może ktoś się podzieli jakimś zdjęciem geo-ciastek/geo-babeczek?)
Obrazek

Awatar użytkownika
Lza
Rada Techniczna
Posty: 1617
Rejestracja: poniedziałek 19 października 2009, 10:01
Lokalizacja: blisko Krakowa.
Kontakt:

Re: GEOkuchnia

Post autor: Lza » poniedziałek 11 listopada 2013, 15:49

My preferujemy geokeszing rowerowy, nie-miejeski. Ponieważ na rowerku się jeździ tym lepiej im mniej wszystko waży - najlepszy jest system "bazowy", bez konieczności zabierania prowiantu ze sobą. Tą bazą zazwyczaj jest samochód zaparkowany gdziekolwiek. Wypady, zazwyczaj rowerowe są tak dobrane w pętelkę, żeby na obiad zjechać do "bazy". (po objedzie można objechać drugą pętelkę). A w "bazie" mamy typowe wyposażenie truckerskie: kuchenka na malutkie turystyczne butle gazowe i zapas obiadków: zupa w torebce (ale nie jako proszek, tylko gotowa do podgrzania, np firmy profi) i produkt pudliszek "kociołek do syta" - w słoiku, w kilku wariantach - wystarczy podgrzać. Może nie jest to uczta kulinarna, ale w ciągu pół godziny można mieć ciepły dwudaniowy obiad, w każdych warunkach. No i można zaparzyć świerzą, pyszną kawę/herbatę. To wszystko gdy keszing odbywa się na którymś z końców świata. Jeśli keszing jest w bardziej cywilizowanych rejonach, to jedzenie torebkowo-słoikowe odkładamy na później (ma tykle konserwanótw, że nie zepsuje się), na rzecz lokalnej smażalni pstrągów/sielaw czy jakiejś karczmy mniej lub bardziej regionalnej.
Po takim dniu pełnym przygód, jeśli zostajemy gdzieś na następny dzień, to szukamy możliwości zrobienia ogniska. W wersji krótkiej i minimalistycznej to standadowe kiełbaski, a jak miejsce jest odpowiednie na dłuższe ogniskowanie, to robimy coś co w różnych miejscach kraju nosi inną nazwę: pieczonki/prażonki/pieczone/ - czyli żeliwny garnek wypełniony ziemniakami, boczkiem, burakami, marchewką, kiełbasą w plastrach (czy co tam kto preferuje). To zdecydowanie najsmaczniejsza potrawa wypadowa.

Awatar użytkownika
Krysiul
Forumator
Posty: 1055
Rejestracja: środa 09 czerwca 2010, 21:35

Re: GEOkuchnia

Post autor: Krysiul » poniedziałek 11 listopada 2013, 19:10

Aby forum nie było tylko miejscem notorycznego toczenia piany
E, jakoś przez ostatnie dwa tygodnie trochę się jakby uspokoiło, ale może nie rozwijajmy tematu ;D
Amatorzy takich wycieczek nie wmówią mi, że da się ten czas przeżyć o pustym żołądku.
Ja wmówię ;) Mam świadomość, że jestem dość specyficzny pod tym względem i nie będę nikomu wmawiał, że jest to dobre i dla każdego, ale podczas pieszych wędrówek po nizinach trwających do kilkunastu godzin zdarza mi się nic nie jeść, jedynie pić. Po prostu często gdy podejmuję wysiłek fizyczny, nie czuję głodu - tak już jestem zbudowany. Zawsze biorę ze sobą dwie czekolady i coś do picia, często jest to cola lub energetyk, bo taki zestaw mnie pobudza, często jednak po prostu zapominam o tych czekoladach i przypominam sobie o nich w drodze do domu z powodów wyżej opisanych ;)

Niemniej jednak krótka odpowiedź na pytanie brzmiałaby: na jednorazowe wypady do kilkunastu godzin dwie czekolady + picie. Wypady dłuższe to już temat-rzeka, zależnie od tego, gdzie jadę, w jakim celu i w jakich dokładnie warunkach oraz okolicznościach odbywają się wędrówki.
ObrazekObrazekObrazek

Awatar użytkownika
Stryker
Forumator
Posty: 1052
Rejestracja: piątek 23 lipca 2010, 15:32

Re: GEOkuchnia

Post autor: Stryker » wtorek 12 listopada 2013, 09:48

generalnie tak jak Krysiul - mogę przetrwać cały dzień bez jedzenia, większego wpływu na organizm nie odnotowałem.

pikniki w połowie dnia to strata czasu wg mnie, poza tym po takim obiedzie to bym wolał się zdrzemnąć niż kontynuować wyprawę ;-)
Obrazek

Awatar użytkownika
SQ9KFS
Nowy na forum
Posty: 13
Rejestracja: środa 01 lutego 2012, 00:34
Lokalizacja: Katowice

Re: GEOkuchnia

Post autor: SQ9KFS » wtorek 12 listopada 2013, 11:42

A ja podczas dłuższych wypraw rowerowo-pieszych bardzo lubię przerwy piknikowe ;-) ale nie jestem przekonana do kanapek i innych większych posiłków, raczej wolę zaopatrzyć się w jogurty i soki typu Kubuś - zapełniają żołądek, a nie mam po nich ochoty na drzemkę bardziej niż zwykle ;-) a w razie kryzysu energetycznego, zawsze sprawdza się czekolada.
vy 73!
SQ9KFS
ObrazekObrazekObrazek

Awatar użytkownika
maryush
Forumator
Posty: 986
Rejestracja: czwartek 07 kwietnia 2011, 13:13
Lokalizacja: Warszawa

Re: GEOkuchnia

Post autor: maryush » wtorek 12 listopada 2013, 13:24

Zygmunt Skibicki, autor książek o tematyce turystycznej (Szkoła Turystyki Rowerowej, Szkoła Turystyki Pieszej, Szkoła turystyki kajakowej, Szkoła turystyki górskiej itd.) poleca w nich patent o nazwie "pogryzka".
Z jego Forum:

"Doskonałym pomysłem jest tak zwana pogryzka zwana przez niektórych szturm-żarciem albo pokarmem szturmowym.
Różniste są na nią przepisy, ale zasada przygotowania i stosowania jest dziecinnie prosta. Podstawowym składnikiem jest rozgniecione ziarno zboża. Na dobrą sprawę każde zboże jest dobre. Mogą to być płatki owsiane – zresztą najłatwiej je kupić. Do tego warto dodać kukurydzianych płatków śniadaniowych tak pół na pół. To „paliwo” trzeba urozmaicić nie tylko smakowo. Dobre są każde suszone owoce od jabłek i śliwek do rodzynek, fig oraz daktyli włącznie im więcej rodzajów tym lepiej. Im owoce suszone są bardziej słodkie tym należy stosować ich mniej, bo wzmagają pragnienie.
Duże kawałki owoców warto pokroić. Niektórzy słusznie dodają do pogryzki ziaren oleistych: dynia, słonecznik, wszelkie orzechy lub wręcz paczkę mieszanki „studentenfutter”. Nosi się to w niewielkich ilościach w woreczku w kieszeni i co chwilę wkłada szczyptę do ust. Rozgryzanie i żucie trwa niemal bez przerwy.
Dwadzieścia deko pogryzki wystarcza na niemal dziesięciogodzinną wycieczkę. Laikom trudno uwierzyć w doskonałość takiego uzupełniania pokarmu energetycznego, ale sprawdzono go na wielkich wyprawach pod wszystkimi szerokościami i długościami geograficznymi.
Fizjolodzy wypowiadają się bardzo pozytywnie o tym patencie. Działa wyśmienicie. Wiele osób cierpiących w czasie podróży na zaparcia lub rozstroje żołądkowe bez takich mieszanek nie rusza się na dłużej z domu.
Znane, światowe firmy zaopatrujące turystów wyprawowych (trekking) już robią straszną kasę na tych mieszankach. Podobny produkt w handlu nosi nazwę „musli”, zawiera jednak zbyt dużo słodkiego lepiszcza.
Radzę spróbować zrobić pogryzkę samemu według swoich upodobań. Wyjdzie nieporównanie taniej. Dziesięć deko pogryzki zastępuje jedną dużą kanapkę. Nie należy jednak przesadzać. Dwie kanapki i tak trzeba ze sobą wziąć.
Ruszających „dziobem” w czasie marszu na szlakach jest coraz więcej . Obserwując ich można pomyśleć, że w ogóle nie męczą się w marszu. Tak się składa, że są to zwykle póki co osobnicy od czterdziestki wzwyż.
W ten oto powyższy sposób zdradziłem podstawową tajemnicę ich (także mojej) pozornie niezniszczalnej kondycji."

Awatar użytkownika
Książe
Nowy na forum
Posty: 9
Rejestracja: czwartek 04 lipca 2013, 11:21

Re: GEOkuchnia

Post autor: Książe » wtorek 12 listopada 2013, 13:46

Pogryzka... jakie to proste :). Można to wszystko zanurzyć w jakimś spoiwie np. miodzie i po osuszeniu mamy prototyp batonika energetycznego. Cukry proste niby niezbyt zdrowe, ale najszybciej dostępne gdy trzeba uzupełnić szybko kalorie.

Krysiul, Stryker - zazdroszczę! Ja tam wytrzymać, jakoś wytrzymię, ale po co się pastwić nad żołądkiem :)

Ogólnie, to lubie sobie chociaż po szczęśliwych "łowach" strzelić jakąś colę w puszce, albo cokolwiek słodkiego. Taki zwyczaj niczym "cygaro zwycięstwa". :wink:
Obrazek

Awatar użytkownika
Psikiszek
Centrum Obsługi Geocachera
Posty: 98
Rejestracja: czwartek 01 grudnia 2011, 14:36

Re: GEOkuchnia

Post autor: Psikiszek » sobota 16 listopada 2013, 17:53

Jak mnie leń nie dopadnie to przed keszowaniem robię banalne kanapki ( a że dopada prawie zawsze to kanapki pojawiają się od święta). A jak nie, to Polska jest tak bardzo ucywilizowana, że prawie w każdej wiosce jest sklep i tam zawsze znajdzie się coś do zapchania kiszek. Zamiast kanapek dobra jest, nie wiem czy nie lepsza od nich, mocno suszona lub wędzona kiełbasa, kabanosy czy domowego wyrobu. Rok temu odkryłem też ogórka. Takiego zwykłego, gruntowego. Jedziesz rowerem, zatrzymujesz się na chwilę, obierasz i chrupiesz. W gorące dni robi sztuczkę, że nie chce ci się pić co parę minut. Z rowerem jest o tyle fajna sprawa, że w sakwy zawsze włoży się trochę więcej niż byłoby sens dźwigać na plecach. Jak jest to wyjazd na jeden dzień to w plastikowe pudełka na żywność możesz włożyć co tam kto ma w lodówce. Osobiście uwielbiam zimną pizzę z dnia poprzedniego. Raz że uwielbiam jej smak, dwa że nie obciąża organizmu i daje poczucie sytości. Jak jedziesz na parę dni, to już trzeba mieć miejsce na inne ważne rzeczy. Zresztą jedzenia nie zabierzesz na zapas, bo ci się zwyczajnie popsuje Przy wyjazdach na kilka dni podstawą dla mnie jest chociaż jeden ciepły posiłek dziennie. I tu znów kłania się cywilizacja ze swoimi barami. Wiadomo, Polak jak głodny to zły, a kiełbasa z ogniska, czy nawet jakieś gotowe danie podgrzane na kuchence turystycznej to nie to samo co normalny obiad. Niestety mimo kilkuletniego doświadczenia, wizyta w takim miejscu to loteria. Co ciekawe cena wcale nie jest wyznacznikiem jakości tego co dostaniemy.
Zostaje jeszcze picie. Jak jest ciepło to woda niegazowana do której wrzucam magnez w tabletkach musujących i mała butelka jakiegoś izotonika jako ewentualne wsparcie. Na dni zimniejsze oczywiście herbata w termosie, lekko osłodzona i tabliczka czekolady.

Awatar użytkownika
Danyeru
Bywalec
Posty: 31
Rejestracja: piątek 23 marca 2012, 00:29
Lokalizacja: Łódź / Przysucha
Kontakt:

Re: GEOkuchnia

Post autor: Danyeru » czwartek 16 stycznia 2014, 23:25

Dopisuję się do tych niejedzących. Cały dzień na piechura, czy na rowerze mogę nie jeść (czasem może przyszpylić, wtedy albo pobliski sklep. czy inny fast food, albo się wykorzystuje umiejętności survivalowe). :D
Za to potrzebuję płynów i niemal każdemu mojemu wyjściu towarzyszy od 0,75 l wzwyż izotoników. Czasami staram się eksperymentować z domowymi sposobami, jednak póki co najlepiej nawadnia mnie (uwaga, kryptoreklama) Oshee.
Jak zdarzy mi się nie zapomnieć, to awaryjnie podróżuje ze mną czekolada z orzechami, albo jakiś Snickers, jako zastrzyk szybkiej energii, ale raz mi się zdarzyło korzystać.
Obrazek
"Powyższy post wyraża jedynie opinię autora w dniu dzisiejszym.
Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym, ani każdym innym
następującym po tym terminie. Ponadto autor zastrzega sobie prawo zmiany
poglądów, bez podawania przyczyny."

ObrazekObrazek

ODPOWIEDZ